Tym razem nie na motocyklu i nie o motocyklu – cóż nie można być monotematycznym. Długi listopadowy weekend stał pod znakiem czerwonego focusa, ładnej pogody, dobrego towarzystwa, fajnej zabawy oraz najprawdziwszych storczyków w łańcuckiej storczykarni. Zdjęć byłoby więcej, gdyby nie zrozumiały dla mnie zakaz wykonywania zdjęć w muzeach. Podobno tłumaczą to prawami do wizerunku, dziwne jakieś przepisy.
Czytaj dalej »W sobotę rozpoczęliśmy przygotowania do wyprawy do Syrii, Jordanii i Libanu (szczegóły wkrótce na stronie motoarabica.pl). Za start można uznać wymianę łożyska główki ramy w motocyklu Anity. Cała wymiana zajęła 4 godziny z przerwą na obiad :-) Na “oko” wszystko poszło OK, jak jest na prawdę przekonamy się jak tylko będzie można pojeździć.
Tym razem nie na motocyklu i nie o motocyklu – cóż nie można być monotematycznym. Długi listopadowy weekend stał pod znakiem czerwonego focusa, ładnej pogody, dobrego towarzystwa, fajnej zabawy oraz najprawdziwszych storczyków w łańcuckiej storczykarni. Zdjęć byłoby więcej, gdyby nie zrozumiały dla mnie zakaz wykonywania zdjęć w muzeach. Podobno tłumaczą to prawami do wizerunku, dziwne jakieś przepisy.
Przyszła zima i pogoda wygoniła nas (a przynajmniej Anitę) z asfaltu, szutru, lasu … ale tego, że będzie chciała po schodach zjechać do piwny – nie przewidziałem. W sumie – chciała to zrobić sama, ale nie mógłbym odmówić sobie tej (wątpliwej) przyjemności. Czas akcji – 17.10.2010, miejsce … hmm … bezpieczna piwnica, aktorów – 3 i jedna fotoreporterka. Motocykl do zimy przygotowany? – no prawie ;-)
W ostatnią sobotę KTM Gdańsk zorganizował I Sobotnie Adventure – latanie po szutrze, błocie, wodzie i lesie na ciężkich enduro – zabawa super. 200 km, kilka strat, mnóstwo pozytywnych wrażeń, banan na twarzy. Żałuję, że nie dotarłem na plażę, pożegnaliśmy się na torze crossowym w Sobieńczycach – w krzywą kierą słabo się prowadzi motocykl.
Nuda… panie… kolejny weekend, zimno, deszcz, wieje, pogoda w sam raz na siedzenie w domu… więc pojechałem z dwoma innymi wariatami na Mazury. 2.5 st. Celcjusza, spanie pod namiotem, ognisko, nocne taplanie się w błocie w poszukiwaniu zaginionej śluzy, przejazd drogami Puszczy Augustowskiej, a na koniec wizyta w kamedulskim klasztorze w Wigrach. Mimo zimna i nieprzyjemnej przygody po drodze – warto było! Łukasz, Piotr – dzięki za namówienie mnie na wyjazd, no i za Wasze towarzystwo!